czwartek, 8 marca 2018

Cykl Zezé- {02} -4- Tak jak niegdyś będą kwitły niezapominajki





ROZDZIAŁ 4 SAMOTNI POŚRÓD WIELKIEGO TŁUMU

Niebo przybrało odcień płynnego złota. Bistro „Modo de Gloria” rozbrzmiewało beztroskim rozmowami, zwykłymi w sobotnie popołudnie. We wnętrzu urządzonym w przytulnym, domowym stylu dominował zapach świeżo zmielonej kawy. Ażurowe stoliki zarzucono koronkowymi serwetkami, zaś całości dopełniały subtelne bibeloty tworząc precyzyjnie zaplanowaną kompozycję. Szczupły, wysoki mężczyzna skupiał wzrok na jesiennym pejzażu za oknem, sącząc wino porzeczkowe. Niecierpliwie oczekiwał umówionego spotkania, by wreszcie poznać skrywaną prawdę. W głębi tkwiła paląca zadra. Czy warto przywoływać nikłe widma dawnych zdarzeń? Gong z ratusza zasygnalizował trzynastą. Kelnerzy zaczęli roznosić zestawy obiadowe. Prawie równocześnie do bocznego stolika podszedł sześćdziesięcioletni robotnik ubrany w drelichowy kombinezon, wyciągający żylastą dłoń na powitanie.
— Dzień dobry, z góry przepraszam za spóźnienie — przemówił dudniącym basem.
Blondyn odwzajemnił pozdrowienie
— Nic nie szkodzi, czy Sylvia przyjdzie?
— Czterdzieści dwa lata temu pracowałem w Bangu jako pomocnik zawiadowcy — ujawnił pospiesznie nieznajomy. O tamtym wypadku plotkowano prawie wszędzie.
— Rzeczywiście, śmierć człowieka, to powód do sensacji w małomiasteczkowej społeczności.
— Być może, jednakże kierowały nimi konkretne powody, seu Vasconcelos. Przewody hamulcowe w samochodzie zostały przecięte, a niedaleko przejazdu wdziano Indiankę.
— Słucham? 

☕☕ 
Hanna Meminger stąpała z wyczuciem po rozmiękłej glinie między zabudowaniami gospodarskimi. Pochylona nad drewnianym korytem gospodyni opróżniała blaszane wiadro. Dokoła niej tłoczyły się świnie. Minęła dłuższa chwila, zanim spostrzegła czyjąś obecność.
— Czego tam? — zagderała niechętnie. 

— Spokojnie, szukam krewnych Elizabeth Morgasz— zaczęła ostrożnie funkcjonariuszka, wyciągając legitymacje.
— Eh, szkoda gadać po próżnicy, bo robota czeka. Jedynie utrapień przysparza.

— Niestety, jej zwłoki wyłoniliśmy z Garonny wczoraj nad ranem.
— Powtarzałam, żeby się nie szwendała jakichś melinach. Zawsze była mądrzejsza to znalazła, czego chciała.
— Kiedy zniknęła?
— Skończmy tę rozmowę, do widzenia pani. 

☕☕ 
Dworzec kolejowy tętnił życiem. Pasażerowie spiesznie przemieszczali się po peronach. Większość taszczyła ciężkie bagaże. Nie zwracano zbytniej uwagi rożnego pokroju rzezimieszków czy żebraków. Łatwiej skryć zamiary, nawet nieszlachetne pod niecierpliwym pośpiechem przybysza z pociągu. Dozorca zanotował częstsze policyjne kontrole. Sam od dawna należał do stowarzyszenia SOD.* Ujrzał tuż przed sobą wychudzoną twarzyczkę jednego z nieletnich uciekinierów, który odwiedzał kanciapę. Tacy stanowili najliczniejszą grupę wędrownej populacji. Unikali przemocy domowej, egzystując w niewiele lepszym świecie. Rudiego znał nieomal każdy. Mieszkał na świńskiej fermie pod Tuluzą razem z matką i siostrą, lecz powracał regularnie do dworcowej poczekalni. Wolał to, niż przebywanie w rodzinnych pieleszach. Nieprzyjazny z pozoru cerber zacmokał w znany im obu sposób. 
— Zaraz dostaniesz kanapki —zachęcił nonszalancko. Przeczuwałem, że powrócisz niebawem.
— Przyniosłem jej notes, bo długo nie wraca — poinformował niepewnie malec
— Sprawdzimy może będzie tam jakaś wskazówka, dokąd pojechała.
Po dokładnym przejrzeniu zawartości mężczyzna zbladł na pierwszej kartce dostrzegł odręczną zapiskę
— * Monte Christo, pamiętaj o Monte Christo— odczytał szeptem.
Drgnął nieznacznie, sięgając po słuchawkę telefonu. Zrozumiał, iż bez przekazania tegoż ważnego dowodu śledztwo, zapewne utknie w martwy punkcie. Niedbale nagryzmolone zdanie oznaczało zapewne wskazówkę dla śledczych odnośnie tożsamości ostatniej ofiary. On odgadł już los Elizabeth Margasz, dziewczyny odnalezionej w rzece. Była jedyną opiekunką siedzącej obok bezbronnej istotki. Należało podjąć niezwłoczne działania, by ukrócić plany szaleńca, jak najszybciej, bez wahania…

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ 

Słowik pojęć i terminów
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
1 → Straż Ochrony Dworca fikcyjna instytucja kolejowa zrzeszająca kolejarzy z terenów Europy oraz pozostałych kontynentów. Wymyślona na potrzeby tej opowieści.
2→ Słowa wypowiedziane przez księdza Farię, bohatera słynnej powieści Aleksandra Dumasa. Tutaj nabiorą wdzięku czegoś w rodzaju odzewu używanego pomiędzy dwójką znanych Czytelnikom komisarzy. Szczególnie istotne okażą się po zniknięciu Amandy.
























piątek, 2 lutego 2018

{MINIOPOWIADANIE} -2- Tragarz snów


EPIZOD 2

Monachium, 21 październik


Wąskie korytarze kliniki Saño-Cuzo wypełniał tłum ludzi. Niekorzystna aura zwiększała ilość wypadków samochodowych, toteż na oddział chirurgiczny wezwano naczelnego ordynatora.  Siedemdziesięcioczteroletni Ovobilius Gozofadio zadziewał żywotnością odziedziczoną, zapewne po węgierskich praprzodkach. Organizował konferencje w magistracie, omawiając zawikłane dylematy pozamedyczne.   Niepokonany wojownik o lwim sercu przybył, by ujarzmić śmiercionośny żywioł.   Wczesnym przedpołudniem został poproszony o zejście do sali pooperacyjnej. Staruszek oczekiwał wezwania do motocyklisty po trepanacji czaszki, jednakże pielęgniarz wskazał inne łóżko.
— Brutalnie zgwałcona dziewczynka, natomiast jej kolegę zrzucono ze skarpy niedaleko autostrady — zrelacjonował półszeptem. Zważywszy na mundurki, to drugoklasiści z rejonowej szkoły powszechnej, najwyraźniej planowali ucieczkę.
— Intuicja podpowiada, iż na zagadki istnieją rozwiązania Dajcie anons do gazety, dawnej dzięki temu odnajdywano zaginionych. 
— Natychmiast powiadomię naszych gońców, panie doktorze.
♆♆

Cmentarz przy Rosethalstrasee skłaniał do zadumy nad przemijaniem. W południowej części stały najstarsze nagrobki pochodzące z XIV wieku. Z pobliskiego kościoła Świętego Rocha dobiegały dźwięki fortepianu.  Wierni siedzieli w ławkach, słuchając koncertu szopenowskiego. W następnej kolejności wykonano mazurek elegijny. Chórzyści zaintonowali:

*(...) Lecą iście z drzewa,
co wyrosło wolne,
z nad mogiły śpiewa,
jakieś ptaszę polne.
Nie było, nie było,
matko, szczęścia tobie!
Wszystko się prześniło,
a nadzieje w grobie.

Popalone sioła,
spustoszone miasta,
na w polu dookoła,
zawodzi niewiasta.
 
Wszyscy poszli z domu,
wzięli z sobą kosy,
Robić nie ma komu,
w polu giną kłosy (....)

Publiczność długo biła brawo, obdarowując artystów kwiatami. W ogólnym rozgardiaszu nie zauważono nagłego zniknięcia jednanego z gromady. Mężczyzna bez problemu wszedł do bocznej kaplicy, gdzie panował względny spokój. Spojrzał na krzyż ponad ołtarzem. Bezwiednie rozpoczął modlitwę, to dzięki babci znał „Ojcze nasz.”  Czy będąc Niemcem, nawet pozbawionym ciężkich grzechów miał prawo stać w świątyni? Spokojnie wypowiadać katolickie formuły? Arturowi Götmanowi dość szybko udzielono odpowiedzi. Drzwi uchyliły się bezszelestnie. Nikły, pozbawiony twarzy cień wyciągnął kajdanki.  Major bez protestów wsiadł na wojskową ciężarówkę. Podążał za przeznaczeniem z rezygnacją pokonanego w uczciwej walce…
♆♆
Rio de Janeiro, 2 lipca 1948r.

Helena Aderman po raz pierwszy odczuwała coś w rodzaju lęku, stając na progu biura męża. Podczas studiów zrobiła specjalizację z psychiatrii klinicznej.  Przez lata odnosiła liczne sukcesy, lecz ten dzień stanowił odstępstwo od wszelkich reguł. Siatki wypełnione zakupami ciążyły nieznośnie, podobnie jak serce. Jednakże zamierzała podjąć ryzyko. Brunet wstał zza biurka, by powitać nietypową interesantkę   
— Dzień dobry, czego tym razem dokonałaś? — dopytywał dobrodusznie
Niebawem się okaże — burknęła nonszalancko, usiłując zachować pozory beztroski.
— Oj, dziwnie wyglądasz, czyżbyś kogoś zamordowała? — zażartował zupełnie nieświadomy, iż dalsza rozmowa zburzy dotychczasowy porządek.
— Niedawno poznałam chłopca z mutyzmem.* Kolega poprosił o konsultacje, bo nie potrafili do niego dotrzeć. Utkwił w swoim świecie odkąd został przywieziony z niemieckiego szpitala.
— Hmm, poskładałaś wszystkie fragmenty, prawda?  Powiedzieli ci o czekach i podali dane personalne.
— Dotąd nie wierzę, że umieściłeś syna w podobnym miejscu
— Ma tam właściwą opiekę robiłem, co trzeba, dopóki był młodszy. Niestety, sam nie dałbym rady dłużej się nim zajmować.
Kobieta sięgnęła po słuchawkę telefonu, po czym dokonała niezbędnych ustaleń. Tym razem górę wzięła natura profesjonalistki, aczkolwiek rezultaty terapii wstrząsowej dały jej do myślenia.  Działała niejako odruchowo, skupiając się odnalezieniu pozywanych stron.  Wszak praktyka czyni mistrza, o czym wiedzieli najwybitniejsi znawcy tematu. Ot, referowała własną pracę dyplomową w nieco innych warunkach. Firma przewozowa zajmowała całe czternaste piętro nowoczesnego wieżowca, nieopodal Oceanu Atlantyckiego. Kilka minut późnej w do pokoju weszli kolejni goście.  Z pewnością największą  uwagę przyciągał chłopiec o zamglonych jasnoniebieskich oczach. Ubrany w szarą bawełnianą koszulkę i takież spodnie szedł powoli razem z lekarzem w białym kitlu. Towarzyszyły im dwie urzędniczki najwyraźniej znudzone przykrym obowiązkiem. Panowała cisza, wtedy inicjatywę przejęła Helena Alderman. Obdarzyła swego pacjenta przenikliwym spojrzeniem, dotykając lekko wątłego, chłopięcego ramienia.
— To, co znów sobie porozmawiamy, Józiu? — spytała miękko
Przekrzywił głowę, niczym psiak, rozpoznający głos właściciela. Wargi rozchyliły się lekko, a podbródek drgnął.
— Chyba najwyższa pora, żebyśmy poznali tragarza snów, skarbie... — skwitowała z uśmiechem rozmówczyni Widzę, że jesteś gotowy.

PS. Zostawiam bohaterów sam na sam z decyzjami. Bez precyzyjnych wskazówek, co czeka za rogiem. Tym razem nietypowo, bo zakończenie pozostanie otwarte  Spuśćmy kurtynę milczenia. Podobnie jak u Szekspira. Czy Zezé czeka powrót do ośrodka?  Nie mam pewności, jak właściwie postąpi jego ojciec. Dotąd wszystko szło gładko ale przeżycia wojenne pozostawiły, mimo wszystko jakiś ślad. Sami znajdźcie najlepsze rozstrzygnięcie. Czekam na propozycje, bądź ewentualne uwagi w komentarzach. Proszę o dokładną ocenę znanych postaci.
KONIEC EPIZODU 2

Słowik pojęć i terminów
 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
1→ Muzykę skomponował Fryderyk Szopen do słów Wincentego Pola. Pieśń o charakterze żałobnym wydana prawdopodobnie w 1911 roku.
2→ Dysfunkcja mowy niepowiązana z uszkodzeniem centralnego układu nerwowego. Występuje najczęściej w skutek silnego wstrząsu psychicznego. Na przykład śmierci rodziców lub pobicia. W około 50% przypadków chorzy powracają do normalnego stanu, dzięki odpowiedniej terapii.