piątek, 2 lutego 2018

{MINIOPOWIADANIE} -2- Tragarz snów


EPIZOD 2

Monachium, 21 październik


Wąskie korytarze kliniki Saño-Cuzo wypełniał tłum ludzi. Niekorzystna aura zwiększała ilość wypadków samochodowych, toteż na oddział chirurgiczny wezwano naczelnego ordynatora.  Siedemdziesięcioczteroletni Ovobilius Gozofadio zadziewał żywotnością odziedziczoną, zapewne po węgierskich praprzodkach. Organizował konferencje w magistracie, omawiając zawikłane dylematy pozamedyczne.   Niepokonany wojownik o lwim sercu przybył, by ujarzmić śmiercionośny żywioł.   Wczesnym przedpołudniem został poproszony o zejście do sali pooperacyjnej. Staruszek oczekiwał wezwania do motocyklisty po trepanacji czaszki, jednakże pielęgniarz wskazał inne łóżko.
— Brutalnie zgwałcona dziewczynka, natomiast jej kolegę zrzucono ze skarpy niedaleko autostrady — zrelacjonował półszeptem. Zważywszy na mundurki, to drugoklasiści z rejonowej szkoły powszechnej, najwyraźniej planowali ucieczkę.
— Intuicja podpowiada, iż na zagadki istnieją rozwiązania Dajcie anons do gazety, dawnej dzięki temu odnajdywano zaginionych. 
— Natychmiast powiadomię naszych gońców, panie doktorze.
♆♆

Cmentarz przy Rosethalstrasee skłaniał do zadumy nad przemijaniem. W południowej części stały najstarsze nagrobki pochodzące z XIV wieku. Z pobliskiego kościoła Świętego Rocha dobiegały dźwięki fortepianu.  Wierni siedzieli w ławkach, słuchając koncertu szopenowskiego. W następnej kolejności wykonano mazurek elegijny. Chórzyści zaintonowali:

*(...) Lecą iście z drzewa,
co wyrosło wolne,
z nad mogiły śpiewa,
jakieś ptaszę polne.
Nie było, nie było,
matko, szczęścia tobie!
Wszystko się prześniło,
a nadzieje w grobie.

Popalone sioła,
spustoszone miasta,
na w polu dookoła,
zawodzi niewiasta.
 
Wszyscy poszli z domu,
wzięli z sobą kosy,
Robić nie ma komu,
w polu giną kłosy (....)

Publiczność długo biła brawo, obdarowując artystów kwiatami. W ogólnym rozgardiaszu nie zauważono nagłego zniknięcia jednanego z gromady. Mężczyzna bez problemu wszedł do bocznej kaplicy, gdzie panował względny spokój. Spojrzał na krzyż ponad ołtarzem. Bezwiednie rozpoczął modlitwę, to dzięki babci znał „Ojcze nasz.”  Czy będąc Niemcem, nawet pozbawionym ciężkich grzechów miał prawo stać w świątyni? Spokojnie wypowiadać katolickie formuły? Arturowi Götmanowi dość szybko udzielono odpowiedzi. Drzwi uchyliły się bezszelestnie. Nikły, pozbawiony twarzy cień wyciągnął kajdanki.  Major bez protestów wsiadł na wojskową ciężarówkę. Podążał za przeznaczeniem z rezygnacją pokonanego w uczciwej walce…
♆♆
Rio de Janeiro, 2 lipca 1948r.

Helena Aderman po raz pierwszy odczuwała coś w rodzaju lęku, stając na progu biura męża. Podczas studiów zrobiła specjalizację z psychiatrii klinicznej.  Przez lata odnosiła liczne sukcesy, lecz ten dzień stanowił odstępstwo od wszelkich reguł. Siatki wypełnione zakupami ciążyły nieznośnie, podobnie jak serce. Jednakże zamierzała podjąć ryzyko. Brunet wstał zza biurka, by powitać nietypową interesantkę   
— Dzień dobry, czego tym razem dokonałaś? — dopytywał dobrodusznie
Niebawem się okaże — burknęła nonszalancko, usiłując zachować pozory beztroski.
— Oj, dziwnie wyglądasz, czyżbyś kogoś zamordowała? — zażartował zupełnie nieświadomy, iż dalsza rozmowa zburzy dotychczasowy porządek.
— Niedawno poznałam chłopca z mutyzmem.* Kolega poprosił o konsultacje, bo nie potrafili do niego dotrzeć. Utkwił w swoim świecie odkąd został przywieziony z niemieckiego szpitala.
— Hmm, poskładałaś wszystkie fragmenty, prawda?  Powiedzieli ci o czekach i podali dane personalne.
— Dotąd nie wierzę, że umieściłeś syna w podobnym miejscu
— Ma tam właściwą opiekę robiłem, co trzeba, dopóki był młodszy. Niestety, sam nie dałbym rady dłużej się nim zajmować.
Kobieta sięgnęła po słuchawkę telefonu, po czym dokonała niezbędnych ustaleń. Tym razem górę wzięła natura profesjonalistki, aczkolwiek rezultaty terapii wstrząsowej dały jej do myślenia.  Działała niejako odruchowo, skupiając się odnalezieniu pozywanych stron.  Wszak praktyka czyni mistrza, o czym wiedzieli najwybitniejsi znawcy tematu. Ot, referowała własną pracę dyplomową w nieco innych warunkach. Firma przewozowa zajmowała całe czternaste piętro nowoczesnego wieżowca, nieopodal Oceanu Atlantyckiego. Kilka minut późnej w do pokoju weszli kolejni goście.  Z pewnością największą  uwagę przyciągał chłopiec o zamglonych jasnoniebieskich oczach. Ubrany w szarą bawełnianą koszulkę i takież spodnie szedł powoli razem z lekarzem w białym kitlu. Towarzyszyły im dwie urzędniczki najwyraźniej znudzone przykrym obowiązkiem. Panowała cisza, wtedy inicjatywę przejęła Helena Alderman. Obdarzyła swego pacjenta przenikliwym spojrzeniem, dotykając lekko wątłego, chłopięcego ramienia.
— To, co znów sobie porozmawiamy, Józiu? — spytała miękko
Przekrzywił głowę, niczym psiak, rozpoznający głos właściciela. Wargi rozchyliły się lekko, a podbródek drgnął.
— Chyba najwyższa pora, żebyśmy poznali tragarza snów, skarbie... — skwitowała z uśmiechem rozmówczyni Widzę, że jesteś gotowy.

PS. Zostawiam bohaterów sam na sam z decyzjami. Bez precyzyjnych wskazówek, co czeka za rogiem. Tym razem nietypowo, bo zakończenie pozostanie otwarte  Spuśćmy kurtynę milczenia. Podobnie jak u Szekspira. Czy Zezé czeka powrót do ośrodka?  Nie mam pewności, jak właściwie postąpi jego ojciec. Dotąd wszystko szło gładko ale przeżycia wojenne pozostawiły, mimo wszystko jakiś ślad. Sami znajdźcie najlepsze rozstrzygnięcie. Czekam na propozycje, bądź ewentualne uwagi w komentarzach. Proszę o dokładną ocenę znanych postaci.
KONIEC EPIZODU 2

Słowik pojęć i terminów
 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
1→ Muzykę skomponował Fryderyk Szopen do słów Wincentego Pola. Pieśń o charakterze żałobnym wydana prawdopodobnie w 1911 roku.
2→ Dysfunkcja mowy niepowiązana z uszkodzeniem centralnego układu nerwowego. Występuje najczęściej w skutek silnego wstrząsu psychicznego. Na przykład śmierci rodziców lub pobicia. W około 50% przypadków chorzy powracają do normalnego stanu, dzięki odpowiedniej terapii.